poniedziałek, 22 lipca 2019

Chłodnik z młodych buraczków z garam masala


Amarantowy chłodnik z młodych buraczków z garam masala.
Burak kocha tą przyprawę. I mimo, że na pierwszy rzut oka wydaje się jak każdy inny, po spróbowaniu wiesz, że smak jest wybitny. 



SKŁADNIKI:

1 litr jogurtu naturalnego (używam nadbużańskiego) 
4 młode buraki
czosnek
1 i 1/2 łyżeczki garam masala
pół łyżeczki kminu
liść laurowy 
kilka ziarenek ziela angielskiego
sól do smaku
łyżka octu balsamicznego
pieprz

PRZYGOTOWANIE:

Buraki zetrzeć na tarce wlać około 2 szklanek wody, dodać sól, liść laurowy i ziele angielskie, wcisnąć ząbek czosnku. Zagotować. Po 5 minutach wlać ocet, chwilkę pogotować. Zestawić i wystudzić. Na suchej patelni uprażyć garam masalę i kumin. Dodać do buraków. Wlać jogurt i wymieszać. Doprawić jeśli trzeba solą. Podawać z pieczonymi ziemniakami, jajkiem, rzodkiewką, posypać kolendrą. 

czwartek, 18 lipca 2019

Mus czekoladowy z aquafaby



 Ponieważ dziś robiłam hummus  to skorzystałam i z wody z ciecierzycy zrobiłam  popularny deser z aquafaby. Zrobiłam go pierwszy raz. No i szczerze mogę powiedzieć, że jest pyszny, lekki, nie obciąża - ponieważ ja po śmietance źle się czuję i unikam. Musy czekoladowe  były nie dla mnie. 
Aquafaba woda z gotowania strączków jest bogata w białko. Po ubiciu zachowuje się jak białko jaja. W 2012 roku francuski tenor Roessel zaobserwował, że woda z ciecierzycy ubija się na pianę. Potem kucharze wyspecjalizowani w kuchni wegańskiej przygotowali mus czekoladowy. Amerykański bloger Goose Wohl z cukru i aquafaby upiekł bezę. Ja marzę aby aquafaba doczekała się fajnej polskiej nazwy.

SKŁADNIKI:

woda ze słoiczka z ciecierzycy - 100 ml
gorzka czekolada dałam 1/2 opakowania
cukier puder 2 łyżeczki
owoce dowolne sezonowe
ciasteczka - kilka 
suszona żurawina
czekoladowe kropelki 

PRZYGOTOWANIE:

Gorzką czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Studzimy aż będzie zimna ale płynna. Zimną wodę z ciecierzycy ubijamy jak na bezę. Po ubiciu dodajemy po łyżeczce cukru pudru. Na koniec wlewamy pomału płynną czekoladę ciągle ubijając.  Teraz dodajemy żurawinę i czekoladowe kropelki. Przelewamy na szklaneczek i dekorujemy.


środa, 17 lipca 2019

Żółta zupa pomidorowa


Zupa z żółtych pomidorów
Latem kiedy pomidorów jest najwięcej i są o tej porze najlepsze ręce same mi idą do żółtych pomidorów. Nie wiem dlaczego tak robię. Co powoduje, że je wybieram? Zrobiłam z nich żółtą zupę pomidorową.

Składniki:

6 sztuk żółtych pomidorów
1 żółta papryka
cebula biała
oliwa z oliwek ( 1-2 łyżki)
łyżeczka soli i 1/2 łyżeczki kurkumy
pieprz
bazylia/pietruszka
garść żółtej soczewicy

Przygotowanie: 

Pomidory sparzyć i zająć skórkę. Cebulę posiekać, paprykę pociąć na małe kawałki. W garnku w którym będzie gotować się zupa wlać oliwę i lekko podgrzać. Wrzucić cebulę, paprykę i pocięte pomidory. Dusić kilka minut. Pomidory puszczą dużo wody. Dodać sól i kurkumę. Przykryć i dusić chwilę. Można dodać szklankę wody. Wrzucić garść soczewicy i gotować do miękkości. Zmiksować. Podawać z ziołami, choć ja w niej widzę porcję białej ryby, może dorsza.

sobota, 13 lipca 2019

Malinowo kokosowy deser


Na deser, na śniadanie. 

SKŁADNIKI:

 garść malin
kilka truskawek
opakowanie mleczka kokosowego (250 ml)
 2 listki namoczonej żelatyny i rozpuszczonej
lub 2 łyżeczki żelatyny w proszku namaczonej w małej ilości wody

PRZYGOTOWANIE:

Całość zblendowałam. Przelałam do naczyń i schłodziłam w lodówce.
Deser ma lekką strukturę. Lekko piankowatą. Przyjemną. 



środa, 10 lipca 2019

Nocne drożdżowe racuchy z mąki gryczanej



Zawsze rano marzyły mi się racuchy na śniadanie. Ale ciasto wyrasta zbyt długo, a ja jestem zbyt głodna, żeby czekać. Nastawiłam więc ciasto wieczorem. Rano wyjęłam z lodówki. I od razu  mogłam rano smażyć małe racuszki.

2 szklanki mąki gryczanej
szklanka mleka roślinnego lub zwykłego
łyżeczka cukru
pół łyżeczki suszonych drożdży

owoce, zioła i miód do polania

Drożdże rozpuścić w mleku z dodatkiem cukru. Mąkę przesypać do miski, wlać mleko z drożdżami. Wymieszać. Jeśli będzie za gęste dolać mleka. Ja nie dodałam jajek. Ale można wbić 1 lub 2.
Miskę przykryć folią i wstawić do lodówki na noc. Rano na średnim ogniu smażyć racuchy nakładając łyżką.


Przybrać ulubionymi owocami i polać miodem.

poniedziałek, 8 lipca 2019

Drink probiotyczny z Joy Day


Po probiotyki warto sięgać każdego dnia. Regulują pracę układu pokarmowego, wzmacniają układ odpornościowy, poprawiają szczelność jelit, mają działanie przeciwgrzybicze, przeciwbakteryjne i osłonowe. 
Probiotyki znajdują się w kiszonej kapuście, zakwasie z buraków, kiszonych ogórkach, kwasie chlebowym, jogurtach i kefirach. 
Kultury bakterii mają korzystny wspływ na nasze zdrowie. 

W koncentratach Joy Day znajduje 10 związków aktywnych, wykazujących działanie bakterio, grzybo- i pleśniobójcze. 
Koncentrat zawiera 500 ml preparatu probiotycznego.
Pije się go 3 razy dziennie po 10-15 ml. w rozcieńczeniu. 

Mój drink probiotyczny to:

15 ml preparatu Joy Day
woda mineralna
plastry ogórka
plastry limonki


Probiotyk bardzo przypadł do gustu. Dobrze się po nim czuję. 
Mimo, że w moim domu kupowane są jogurty to ja sama staram się ich unikać, bo mimo, że zawierają probiotyki to moje jelita nie czują się po nim dobrze. 

Joy Day ma też różne smaki. Ja mam przyjemność próbować z miętą. Na początku myślałam, że nie będzie dobry dla mnie, mięta mnie " męczy", ale nie jest ona tak intensywna, praktycznie niewyczuwalna.  Mnie napój przypomina w smaku rozcieńczone białe wino, ale nie zawiera alkoholu. W smaku  jest lekko wytrawny. Mogą go spożywać także dzieci powyżej 3 roku życia, osoby z nietolerancją laktozy i na diecie bezglutenowej. 

Skład:
zestaw żywych szczepów bakterii probiotycznych w postaci płynnej (min. 2x10*jtk/ml)
ekstrakt z fermentowanych roślin ziołowych (20%) - liście mięty, kwiaty czarnego bzu, kwiaty głogu, liście melisy,kwiaty lipy, ziele skrzypu, sok jabłkowy







Koktajl z czarną porzeczką i jedwabistym tofu

Koktajl przygotowałam z silken tofu i czarnych porzeczek. Jak może zauważyliście to już trzeci przepis z czarną porzeczką i kończymy jej zapasy własnie koktajlem z tofu  jedwabistym. Jest pyszne i świetnie pasuje do koktajlu.

SKŁADNIKI

3/4 szklanki czarnej porzeczki
1 łyżka miodu
1 opakowanie silken tofu

PRZYGOTOWANIE

Owoce podgrzać w garnku aż puszczą sok, dodać tofu, miód i zmiksować. Nalać do szklaneczek.





niedziela, 7 lipca 2019

Kruche ciasto z owocami z lekkim kremem i bezą

Kruche ciasto z czarną porzeczką
To ciasto piekłam już wcześniej z jagodami, teraz upiekłam z czarną porzeczką. Uwielbiam ten przepis, bo jest uniwersalny i nadają się do niego każde owoce, które akurat są w sezonie. Poza sezonem można upiec go z jabłkami czy z  gruszkami.
Ciasto składa się z trzech warstw:  maślane kruche ciasto, na nim krem z żółtek wymieszany z bezą, w którym zatopione są owoce. Na wierzch włoska beza. Przyznam się, że mam do niej słabość. 

Kruche ciasto:

250 g mąki tortowej orkiszowej
100 g zimnego masła
3 żółtka (L)
50 g cukru pudru trzcinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia



Krem z żółtek i bezy:

szklanka mleka
łyżka mąki
łyżka cukru trzcinowego jasnego
2 żółtka

2 białka + 2 łyżki cukru trzcinowego jasnego

400 g
 czarnej porzeczki lub innych owoców

Beza:

3 białka

125 g cukru
50 ml wody

Przygotowanie:

Wyłożyć papierem tortownicę i wysmarować tłuszczem.
Zagnieść ciasto ze składników na kruche ciasto najpierw przesiewając mąkę i dodając zimne pocięte w kostkę masło. Siekać, aż będzie konsystencji mokrego piasku. Dodać żółtka, cukier puder, proszek do pieczenia i zagnieść ciasto. Od razu wyłożyć nim dno tortownicy . Można schłodzić w lodówce, ale nie jest to konieczne.
Przygotować krem:
Wlać szklankę mleka do garnka, odlać z niego trochę mleka i rozprowadzić mąkę. Kiedy mleko będzie się podgrzewać u małym kubku ubić żółtka z cukrem. Do gotującego się mleka wlać rozmieszaną w mleku mąkę i mieszać trzepaczką aż zgęstnieje. Zdjąć z ognia i ciągle mieszając trzepaczką wlewać ubite żółtka. Postawić jeszcze raz na ogniu i mieszać chwilę do zagotowania. Powstały krem przykryć i wystudzić (można przyspieszyć studzenie, wkładając naczynie do garnka z zimną wodą). Kiedy krem się studzi nastawić piekarnik na 180 stopni i podpiec ciasto kruche (10 -15 minut). Nie powinno się zrumienić tylko lekko podpiec.
Ubić pianę z dwóch białek dodać 2 łyżki drobnego cukru pojedynczo. Do zimnego kremu z żółtek dodawać po łyżce bezy.
Wyjąc podpieczony spód, wylać krem z żółtek i bezy i rozłożyć równomiernie dowolne owoce. Zapiekać 30 minut.
Kiedy ciasto będzie już rumiane wyjąć i nałożyć bezę.



Wsypać do naczynia cukier i wlać wodę. Zacząć gotować syrop. Termometrem kuchennym sprawdzać temperaturę. Kiedy syrop osiągnie temperaturę ok. 160 stopni. Wlewać go stróżką do wcześnie ubitych białek.
Tak przygotowaną bezę włoską wyłożyć na ciasto. Bezę opalić palnikiem gazowym.
Można także przygotować zwykłą bezę i wyłożyć na ciasto i zapiec jeszcze 20 minut w piekarniku. Do bezy włoskiej dodałam puder z czarnej porzeczki Czary Mamy.



sobota, 6 lipca 2019

Apulia najpiękniejsze miejsca

Fot. Bari

Apulia włoski region na obcasie. Miejsce które wato poznać. Apulia to: morze, stare oliwne drzewa, winnice, farmy, kościoły, domy trulli, piękne małe kremowo-białe miasteczka, porty, niebieskie łódki rybaków,wąskie uliczki i ludzie. Przyjaźni i pomocni. My wybraliśmy się w maju, pogoda była już piękna a turystów umiarkowana ilość.

 Do Bari  możemy polecieć tanimi liniami. Jedna z nich oferuje bardzo wygodne godziny wylotu i powrotu. Dla nas to ważne bo nie lubimy zarywać dnia po nieprzespanej nocy.

Podczas rezerwacji lotu można od razu wynająć samochód. Koszt na 7 dni samochodu segmentu B lub B+, czyli takiego Renault Clio czy Fiat Punto to około 200 złotych plus ubezpieczenie i paliwo. Pełne ubezpieczenie kosztuje dodatkowo ok. 200 PLN, ale w zamian mamy spokojną głowę. Warto przeczytać w warunkach wynajmu jaką mamy ochronę z i bez ubezpieczenia. 

Wynajęliśmy mieszkanie z tarasem blisko centrum przez popularną stronę rezerwacyjną.  



Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w Bari to dziwne porcelanowe figurki w różnych kolorach. Byłam bardzo ich ciekawa. Można zobaczyć je wmurowane w gzyms budynków lub ustawione na balkonach. 
Figurka nazywa się "PUMO" - to typowy przedmiot związany z tradycją Apulii. Przedstawia pąk kwiatu, który właśnie ma zakwitnąć, otworzyć się. To coś nowego, co właśnie ma się narodzić. Uważany za obiekt przynoszący szczęście. Kolorowe, choć najczęściej jest biały, ciemnozielony lub w kolorze ochry. Zwykle darowany z życzeniami powodzenia przy okazji wkraczania na nową drogę życia lub przy przeprowadzce do nowego domu. Nierzadko traktowany po prostu jako ozdoba lub część kolekcji. 




Przy promenadzie w Bari napotkaliśmy bar z owocami morza. W kartonowych pudełkach kupimy fast food. Są też burgery. Taki fast food z owocami morza prosto z łódki mogłabym jeść codziennie. Aromatyczne, chrupiące, świeże. Miła obsługa.


Fot. Bari

Fot. Mercato w Bari 







Te zdjęcia mapy przedstawiają  miejsca, które odwiedziliśmy. 


Podróż do większości zaznaczonych punktów na mapie odbyliśmy samochodem. Bardzo wygodny dojazd drogami szybkiego ruchu. W podróż wybraliśmy się pod koniec maja co pozwoliło, jak nam się wydaje, uniknąć upału i co najważniejsze tłoku wakacyjnego zarówno na drogach jak i w zwiedzanych miejscach. Wszystkich punktów zaznaczonych na mapie nie da się oczywiście zobaczyć na raz. Podróż rozłożyliśmy na kilka dni, za każdym razem wyruszając z Bari. I tak pierwszego dnia pojechaliśmy na południe wzdłuż wybrzeża Polignano-Monopoli-Locorotondo-Alberobello. Następnego dnia zobaczyliśmy Gravinę, Materę i Altamurę. Kolejny dzień to trasa wzdłuż wybrzeża na północ: Bisceglie-Trani-Giovinazzo.
Z Bari do tych najdalszych punktów na południu: Taranto, Lece-Gallipoli-Otranto, czy też na północy do półwyspu Gargano jest dość daleko. I w pierwszym i drugim przypadku to ok 190 km. Wydaje się, że w trakcie wyprawy do tamtych miejsc, lepszym rozwiązaniem może być rezerwacja noclegów na choćby jeden dzień, aby pobyć tam dłużej. 


For. Polignano a Mare

Miasteczko Poligniano a Mare jest oblegane przez turystów. I nie ma się co dziwić. Już na samym początku most Lama Monachile i plaża, do której wiodą schody biegnące właśnie pod nim. Plaża, choć nie jest szeroka, przyciąga turystów pięknym widokiem na morze wyłaniające się z pomiędzy ostro w górę wyrastających skał. Skały tego wąwozu to tylko zapowiedź stromych skał, na których wisi całe miasto. I to właśnie starówka, znajdująca się zaraz obok mostu, zachwyca widokami z placyków, podwórek i tarasów wychodzących nad urwiska. Nie bez przyczyny tu właśnie odbywają się jedne z zawodów cyklu Cliff Diving firmowane przez Red Bull. Wąskie uliczki, kościoły wciśnięte w szeregi zabudowań i klimat włoskiego południa, typowy a jednak w każdym z miasteczek wyjątkowy. Miejsce warte odwiedzenia.

Fot. Polignano
Fot. Monopoli

Monopoli zachwyciło nas jako pierwsze. Stare rybackie miasteczko. Kremowo białe z niebieskimi łódeczkami. Z uliczkami wewnątrz wąskimi i placykami.
nazwa miasteczka pochodzi od greckiego „ monospolis, które oznacza wyjątkowe miasto.
Położone  odległości 50 km od Bari.
Jest tam barokowa katedra wybudowana w XVIII wieku na ruinach romańskiego kościoła.
Bogate historyczne i artystyczne dziedzictwo miasta zachęca do jego zwiedzania.
W restauracyjkach zjemy typowe dla tego regionu pyszny makaron orecchiette.

Fot. Monopoli




Fot. Strada del Olive 


Po drodze mijaliśmy stare gaje oliwne. Nie mogłam się napatrzeć na imponujące wielkością drzewa oliwne. 



Fot. Locorotondo

Do Loccorotondo przyjechaliśmy na krótko, ponieważ w miasteczko ma piękną panoramę, a my chcieliśmy wejść i pochodzić między bielonymi budynkami ozdobionymi kolorową ceramiką. Nazwa miasteczka wywodzi się od rozmieszczenia budynków na planie okręgów.
Miasteczko znajduje się na liście najpiękniejszych miasteczek Włoch "Borghi piu belli d Italia”.
Jest sercem doliny Itria. Patrząc na miasteczko z oddali widzimy piękną białą koronę miasta na wzgórzu okoloną tarasowymi ogrodami.


Fot. Trulli 

Wiele słyszałam o domach trulli. Byłam bardzo sceptyczna. Nie bardzo chciałam je zwiedzać. Widziałam je na fotografiach, w książkach i reportażach. Ale się myliłam. Warto je zobaczyć. 
Już sam widok na nie jest niezwykły. 
Domy są wybudowane z surowego kamienia z charakterystycznymi stożkowatymi dachami. Przez to dla mnie jest bajkowe. Miasto wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO od 1996 roku.

Fot. Domy trulli 


Włoskie restauracje często opatrzone są wyróżnieniem Michalin. 

Fot. Alberobello, trulli

Fot. Gravina

Tego miejsca raczej nie znajdziecie w przewodnikach. Raj dla archeologów. W Gravinie  pod zamieszkałym obszarem znajduje się dobrze zachowany podziemny świat, z tunelami, piwnicami, kamiennymi kościołami, spichrzami, XVII-wiecznymi . W tym miejscu przechowywano żywność. Odkrywanie skalnej cywilizacji Graviny trwa nadal.  Z tego  miejsca najlepiej pojechać do Matery oddalonej o 25 km.


Fot. Matera

To miasto robi wrażenie.  
Panoramę Matery można zobaczyć od drugiej strony wąwozu rozciągającego się wzdłuż zbocza na którym wykute jest miasto. Dla chcących zrobić piękne zdjęcia lepiej wybrać się tu przed południem. W popołudniowym świetle - choć miasto nadal jest piękne- zdjęcia już nie są tak ładne. Budynki są w cieniu.
Można wjechać do niego, samochód zostawić na miejskim parkingu i zwiedzać na piechtę, ponieważ wjazd do części historycznej jest niemożliwy.
Matera leży w regionie Basilicata, 65 km od Bari.
Należy do najstarszych miast świata.
Mieszkali tu Grecy, Rzymianie, Longobardzi, Saraceni, Turcy i Normanowie.
Usytuowana nad głębokim wąwozem - robi niesamowite wrażenie.
W wapiennych skałach wykute są domy - jaskinie. W tych odrestaurowanych znajdują się hotele, puby, restauracje, część z nich jest ponownie zamieszkała.



 Fot. Altamura

Do Altamury przyjechaliśmy po przeczytaniu relacji na  kilku blogach. Czy warto? 
Moim zdaniem NIE. 
Na szczęście znaleźliśmy w nim starą piekarnię, która od setek lat wypieka bochenki chleba w kształcie serca w piecu opalanym drewnem. Na miejscu można usiąść zjeść i napić się. Kupić chleb oraz ręcznie robione ciasteczka z masy migdałowej. Ciasteczka kosztują 10 euro. 






Fot. Chleb z Altamury

 Fot. Nasz własny chleb z semoliny

Chleb ma tak niezapomniany smak, że po przyjeździe do domu bardzo chcieliśmy upiec choćby  taki przypominający ten z Altamury. I udało się. Za trzecim razem wyszedł taki jaki chcieliśmy. Obejrzeliśmy wiele filmików na Youtube. Były bardzo pomocne. Ważne też, że udało nam się przywieść lokalne drożdże: lievito madre czyli w sumie dzikie drożdże macierzyste w odróżnieniu od drożdży piwnych. Są one wynikiem spontanicznej fermentacji ciasta z wodą, co pozwala uzyskać dużo lepszy smak pieczywa. Te które przywieźliśmy były w formie suchej, ale takie macierzyste w formie mokrej są trudniejsze w używaniu ponieważ tak jak zakwas na chleb żytni trzeba je regularnie dokarmiać.

Jak zrobiliśmy nasz bochenek:

500 gram semoliny
300 ml wody
8 gram cukru
15 gram soli
35 gram drożdży macierzystych

Drożdże rozprowadzić w 300g wody, dodać sól i cukier. Dodać semolinę i wyrobić ciasto. Ręcznie zajmie to ok 10 min do wytworzenia się gładkiego sprężystego ciasta. Odstawić na około 2 godziny do podwojenia objętości. Po tym czasie wyrobić jeszcze raz ( tzw. przebijanie), uformować pożądany kształt i odstawić do wyrośnięcia na ok 45 min. Kształt serca uzyskuje się składając podłużny placek na trzy, dwie trzecie na pól a pozostałą cześć na nie, podobnie do składania kartki listu przed włożeniem do koperty. Piec ok 30 minut w 230℃. 

Fot. Bisceglie

Kiedy przyjechaliśmy do Bisceglie było wczesne popołudnie. Usiedliśmy w restauracji i poczuliśmy, że moglibyśmy tu zostać i się nie ruszać. 
Małe, urocze miasteczko. Cudna myzyka pozwoliła nam się zrelaksować.  mały port z zacumowanymi łódkami lokalnych rybaków, kilka małych restauracji ze stolikami na zewnątrz i cudowny zapach przygotowywanych posiłków. Raczej lokalni klienci.


 Fot. Trani

Trani nazywane jest perłą Adriatyku.W okolicach wydobywany jest  marmur.  Punktem centralnym jest Katedra położona nad samym morzem.  Można z niej oglądać Trani. Wejście to koszt 5€.

Fot. Trani 




 Fot. Giovinazzo

Kierując się na północ od Bari, jadąc wzdłuż wybrzeża Adriatyku co i rusz położone są cudne miasteczka. Nie sposób ich ominąć. Są takie, że chciałyby się wynająć hotel i spędzić urlop.


 Fot. Ostuni

Ostatnim miejscem, które zwiedzaliśmy było malownicze Ostuni.
Jadąc od strony Bari na wzgórzu widzi się piękne białe miasto. Zanim wjedzie się do Ostuni znów jedziemy pomiędzy gajami starych drzew oliwnych.
Blisko starego miasta jest bardzo wygodny parking. Nie wiem czy w sezonie jest problem z miejscami ale w trakcie naszego pobytu w maju był w połowie pusty. Opłaty dokonuje się w parkomatach na godziny. Na parkingu można też wynająć autoriksze (takie np jak Piaggio Ape Calessino). Kierowca obwozi po mieście i często opowiada o ciekawych miejscach. Po starówce najlepiej jednak poruszać się pieszo. Spora ilość uliczek, szerszych i takich bardzo wąskich, wiele zakamarków i podwórek. W niektórych miejscach dość strome podejścia. Warto tu się zgubić w gąszczu białych kamieniczek i uliczek udekorowanych roślinami. Chyba jak by nie iść i tak dotrzemy w końcu do szczytu z bazyliką wieńczącą wzgórze. Po drodze na najbardziej uczęszczanej trasie mijamy wiele sklepików oferujących lokalne produkty i suveniry czy po prostu lody i kawę. Jeśli chodzi o pamiątki to znajdziemy tu choćby pumo. My odwiedziliśmy sklep firmowy lokalnego producenta oliwy braci Baletta. Szeroka oferta smaków i możliwość degustacji na miejscu pozwala na zakup produktu zgodnego ze swoim gustem.





Tak kończy się moja opowieść o Apulii. 
Byłam w wielu regionach Włoch.  Apulia jest moim Nr. 1, jest miejscem gdzie wróciłabym ponownie.
Będąc w Apulii nie sposób się nudzić. Można wypożyczyć rowery, zapisać się na wycieczki rowerowe ( cena zależy od ilości osób i dystansu oraz różnego poziomu zaawansowania rowerzysty i mieści się w granicach 100- 150 euro za osobę przy grupie liczącej 4 -10 osób.
Organizowane są też piesze wycieczki po farmach oliwnych i winnicach.
Jak dla mnie najfajniejszą atrakcją jest warsztat kulinarny z włoską gospodynią, która uczy gotować apulijskie potrawy. Cena to 80 eura min. 2 osoby. Do przygotowania jest foccacia, orecchiete z pomidotowym sosem, zuccini alla poverella, pancerotti, polpete e melanzane ripiene.
Dostępne są wycieczki żaglówkami lub katamaranem. Płynie się między Monopoli a Polignano a Mare. Trwa ok. 3,5 godziny z drinkami i przekąskami.
Znalazłam dobry opis wycieczek na https://www.comingpuglia.it/



czwartek, 4 lipca 2019

Lekki sernik na zimno z czarną porzeczką i herbatą matcha

Lekki sernik na zimno z czarną porzeczką i herbatą matcha

Sernik na zimno z musem z czarnej porzeczki i herbatą matcha. Warstwa z czarnej porzeczki przypomina mus. Lekka jak pianka.


SKŁADNIKI: 


1 litr jogurtu naturalnego -kupuję w wiaderku
4 łyżki cukru lub miodu lub innego słodziku
350 gram czarnej porzeczki
opakowanie żelatyny  na 1 litr płynu  ( do porzeczkowej warstwy użyłam 2 opakowań żelatyny w listkach  [ponieważ opakowanie wystarcza na 500 ml płynu)+ dodatkowe 3 łyżeczki  sypkiej żelatyny do zielonej warstwy
mielona wanilia ok 1/2 łyżeczki 1 łyżeczka japońskiej herbaty matcha
owoce i zioła do dekoracji

PRZYGOTOWANIE:

Tortownicę wyłożyć papierem a rant wysmarować olejem.
Porzeczki przebrać i umyć. Przełożyć do garnka i zacząć podgrzewać. Kiedy puszczą sok zdjąć z ognia i zmiksować na gładko. Dodać do masy opakowanie żelatyny , cukier lub miód i dobrze rozmieszać. Dodać jogurt ok 4/5 opakowania wymieszać i przelać do tortownicy. Wstawić do lodówki do stężenia. Po stężeniu przygotować zieloną warstwę. Rozpuścić 3 łyżeczki żelatyny w niewielkiej ilości wody, dodać matcha lub zmiksowany z niewielką ilością wody szpinak wlać do żelatyny, dodać pozostałą część jogurtu, dosłodzić do smaku niewielką ilością cukru lub łyżeczką miodu i wymieszać. Wylać na wierzch masy porzeczkowej. Włożyć do ponownego stężenia. Udekorować owocami i ziołami  ( melisa, mięta, werbena cytrynowa).
Zamiast żelatyny można użyć agar agar w ilościach wskazanych na opakowaniu.


Inne przepisy, które mogą ci się spodobać:
• Deser z mrożonych owoców