poniedziałek, 12 sierpnia 2019
Fit sałatka z pomarańczą, awokado, malinami i orzechami
Fit sałatka z pomarańczą, malinami, awokado oraz z orzechami. Całość polana pysznym musztardowym dresingiem sprawi, że poczujemy się lekko ale najedzeni.
2 garście mieszanki sałat: rukola, szpinak, radicchio lub cykoria
pomarańcza
orzechy pekan lub włoskie
maliny
1 łyżka żurawiny suszonej
1/2 awokado
dresing: 1 łyżka musztardy ziarnistej, sok z cytryny lub 2 łyżki octu jabłkowego. sól i pieprz do smaku, oliwa z oliwek ok 2 łyżek - składniki wymieszać razem.
Orzechy uprażyć na patelni. Awokado pokroić w kostkę, obrać pomarańczę i usunąć białe błonki. Na talerze wyłożyć sałatę, rozłożyć resztę składników. Na koniec polać dresingiem.
czwartek, 8 sierpnia 2019
Sałatka z kaszy quinoa z pomidorami i awokado
Latem lubimy jeść sałatki, ale zimą ta też się sprawdzi jako dodatek lub samodzielne danie na obiad lub kolację. Bardzo prosta i szybka w przygotowaniu.
SKŁADNIKI:
Dla 2 osób:
2 szklanki ugotowanej kaszy quinoa ( komosy ryżowej)
pomidor (zimą suszone pomidory)
ogórek
awokado
sok z połówki cytryny
2 łyżki posiekanej natki pietruszki (drobno)
2 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku
rukola lub inna sałata
PRZYGOTOWANIE:
Dla 2 osób:
2 szklanki ugotowanej kaszy quinoa ( komosy ryżowej)
pomidor (zimą suszone pomidory)
ogórek
awokado
sok z połówki cytryny
2 łyżki posiekanej natki pietruszki (drobno)
2 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku
rukola lub inna sałata
PRZYGOTOWANIE:
Pomidora (sparzyć i obrać ze skórki), awokado i ogórka pokroić w sporą kostkę. Ugotowaną komosę przełożyć do dużej misy, dodać warzywa, skropić całość sokiem z cytryny i polać oliwą. Dodać natkę i rukolę. Przemieszać widelcem lub sztućcami do sałaty. Nakładać na talerze.
wtorek, 6 sierpnia 2019
Dżem z aronii ze śliwką
Aronia jest jednym z najzdrowszych owoców bogatym w antocyjany o właściwościach przeciwutleniających, przeciwstarzeniowych, korzystnie wpływa na układ odpornościowy, wzmacnia naczynia krwionośne. Niektórzy znają ją od dzieciństwa, ja poznałam ją kilka lat temu. To moje drugie podejście do niej. Wcześniej robiłam sok. Teraz zrobiłam gładki dżem. Z podanych składników wyjdzie 4 słoiczki.
WAŻNE:
Po obraniu i umyciu aronię należy włożyć do zamrażalnika na 24 godziny, aby straciła goryczkę. Osoby mające dolegliwości żołądkowe np. wrzody, stany zapalne czy nadkwasotę powinny jej unikać.
SKŁADNIKI
1 kg aronii
300 g śliwek
3 łyżki cukru różanego np taki: cukier różany
1/2 szklanki cukru trzcinowego ( można więcej ale ja nie lubię słodkich)
PRZYGOTOWANIE;
Aronię umyć, przełożyć do garnka i gotować na średnim lub małym ogniu, dodać śliwki dusić aż śliwki się rozpadną. Dodać cukry. Po kilku minutach zblendować ( ja blenduję delikatnie, bo lubię gładki dżem). Przełożyć do wyparzonych słoiczków. Pasteryzować 20 minut w 90 stopniach C.
Pyszny do białego sera, tortów.
poniedziałek, 5 sierpnia 2019
Bułki fitness na zakwasie
Pyszne, zdrowe pieczywo.
Aby przygotować bułki na bazie mieszaniny mąki pszennej i żytniej ważne jest by odpowiednio przeprowadzić proces fermentacji obu mąk (jest to szczególnie istotne przy większym udziale mąki żytniej ale w tym przepisie również).
Bułki z pieczywa mieszanego przygotowuje się w celu osiągnięcia lepszego efektu smakowego. Głownie chodzi tu o kwasowość pieczywa. Dla poprawy struktury miękiszu warto obie fazy kwasu i rozczynu w początkowej fazie prowadzić osobno.
SKŁADNIKI:
50g zakwasu żytniego
50g+50g mąki żytniej razowej
50g+300g mąki pszennej orkiszowej
50g mąki owsianej
2 łyżki nasion słonecznika
1 łyżka siemienia lnianego
10g drożdży
100g maślanki
10g soli
160g wody
Superfoodsy: nasiona babki płesznik, mak, nasiona babki jajowatej, błonnik witalny, nasiona konopi łuskanej - każdego po ok. 1/2 łyżeczki do posypania na wierzch
WYKONANIE:
W naczyniu przygotowujemy rozczyn, mieszając drożdże, 50g mąki pszennej orkiszowej oraz 50g mąki owsianej i 100g wody (najlepsza temp. dla rozczynu to ok 26˚C).
W osobnym naczyniu mieszamy zakwas z 50 g wody. Dodajemy do niego mąkę żytnią 50g i mieszamy (odpowiednia temp. dla kwasu to ok 29˚C). Oba naczynia odstawiamy na 3h przykryte ściereczką. Po tym czasie rozczyn i półkwas mieszamy razem dodajemy pozostałe składniki (50g mąki żytniej, 300g mąki orkiszowej, słonecznik i siemię oraz maślankę) dodajemy sól ( w piekarnictwie zaleca się dodawać w formie roztworu wodnego - więc warto ją rozpuścić choćby w łyżce wody). Mieszamy wszystko 15-20 minut tak jak w przypadku pieczywa pszennego.
Po wyrobieniu ciasto wkładamy do wysmarowanej olejem formy o wymiarach około 30/25 cm lub kwadratowej 28/28 cm. Ciasto przykrywamy i odstawiamy do podwojenia objętości. W zależności od temperatury może to trwać od 30-60 minut (temperatura odpowiednia dla ciasta to ok 31˚C). Po wyrośnięciu wyjmujemy ciasto na posypany mąką blat i dzielimy na 4 części i każdą z nich znowu na 4 aby uzyskać 16 bułek. Po wierzchu bułki można posmarować mieszaniną wody z mąką żytnią, aby na to posypać różnego rodzaju ziarna lub nasze superfudsy, zgodnie z preferencjami. Mogą być to: nasiona babki płesznik, nasiona babki jajowatej, błonnik witalny, nasiona konopi łuskanej ( moje ulubione).
PIECZENIE:
Przez pierwsze 5 minut bułki pieczemy w temperaturze 250˚C dla uzyskania chrupiącej skorki, pozostałe 20 minut 200˚C. Można też tuż po wypieku spryskać bułeczki wodą, aby miały błyszczącą skórkę.
czwartek, 1 sierpnia 2019
Krem z pomidorów dojrzewających na słońcu
Wczoraj jechałam przez mazowieckie wsie omijając autostrady. Na spokojnej raczej wolnej od ruchu ulicznego drodze zobaczyłam wystawiony stolik, na nim kraciasta cerata i dwie skrzynki pomidorów oraz stara waga. Nie zatrzymałam się . Ale po krótkim namyśle wróciłam. Zatrzymałam się. Na stoliku był dzwonek i napis"proszę dzwonić". Zadzwoniłam 3 razy. Nic. Czekam. Po paru minutach słyszę "no idę, idę". Zza drzew wyszła Pani z wiadrem dopiero co zerwanych pomidorów. A dziś mamy z nich krem pomidorowy. Smakuje? Jeszcze jak :)
740 gram pomidorów
czerwona papryka
oliwa z oliwek
2 ząbki czosnku
kawałek rozmarynu
słonecznik
oregano, papryka
łyżka octu balsamicznego
awokado 1/3 sztuki.
Pomidory sparzyć obrać ze skórki, pociąć na małe kawałki. Rozgrzać łyżkę oliwy wrzucić pomidory, dodać czosnek. Dodać pociętą paprykę i dusić pod przykryciem. Pomidory i papryka puszczą dużo wody, więc nie trzeba jej dolewać. Po 20 minutach dodać zioła wlać ocet balsamiczny i odparować. Zupę zmiksować. Podawać polaną oliwą, pestkami słonecznika i kosteczkami awokado oraz ziołami.
740 gram pomidorów
czerwona papryka
oliwa z oliwek
2 ząbki czosnku
kawałek rozmarynu
słonecznik
oregano, papryka
łyżka octu balsamicznego
awokado 1/3 sztuki.
Pomidory sparzyć obrać ze skórki, pociąć na małe kawałki. Rozgrzać łyżkę oliwy wrzucić pomidory, dodać czosnek. Dodać pociętą paprykę i dusić pod przykryciem. Pomidory i papryka puszczą dużo wody, więc nie trzeba jej dolewać. Po 20 minutach dodać zioła wlać ocet balsamiczny i odparować. Zupę zmiksować. Podawać polaną oliwą, pestkami słonecznika i kosteczkami awokado oraz ziołami.
wtorek, 30 lipca 2019
Sałatka z cukinii z ziemniakami
Teraz kiedy ziemniaki są najlepsze polecam rumiane ziemniaki z żółtą cukinią, czosnkiem, miętą i skórką cytryny. Moja posypana jest serem feta, ale wędzony biały ser także się smacznie wkomponuje.
6 sztuk jednakowej wielkości ziemniaków
1 żółta cukinia
ząbek czosnku
cząber i/lub rozmaryn
trochę skórki z cytryny
kilka listków mięty
olej rzepakowy 2 łyżki
ser feta lub polski biały ser wędzony 1/3 opakowania
sól i pieprz do smaku
Ziemniaki wyszorować, umyć i przeciąć w plasterki o równej wielkości ok. 0,5 cm (można je lekko obgotować wtedy krócej się rumienią), cukinię przygotować tak samo. Rozgrzać olej i rumienić ziemianki do miękkości. Kiedy będą prawie miękkie wycisnąć czosnek, dodać cukinię i smażyć jeszcze chwilkę. Na koniec dodać 1/2 łyżeczki cząbru, posolić i popieprzyć, dodać posiekanej mięty, doprawić skórką z cytryny a na talerzach wkruszyć fetę lub inny ser.
6 sztuk jednakowej wielkości ziemniaków
1 żółta cukinia
ząbek czosnku
cząber i/lub rozmaryn
trochę skórki z cytryny
kilka listków mięty
olej rzepakowy 2 łyżki
ser feta lub polski biały ser wędzony 1/3 opakowania
sól i pieprz do smaku
Ziemniaki wyszorować, umyć i przeciąć w plasterki o równej wielkości ok. 0,5 cm (można je lekko obgotować wtedy krócej się rumienią), cukinię przygotować tak samo. Rozgrzać olej i rumienić ziemianki do miękkości. Kiedy będą prawie miękkie wycisnąć czosnek, dodać cukinię i smażyć jeszcze chwilkę. Na koniec dodać 1/2 łyżeczki cząbru, posolić i popieprzyć, dodać posiekanej mięty, doprawić skórką z cytryny a na talerzach wkruszyć fetę lub inny ser.
poniedziałek, 22 lipca 2019
Chłodnik z młodych buraczków z garam masala
Amarantowy chłodnik z młodych buraczków z garam masala.
Burak kocha tą przyprawę. I mimo, że na pierwszy rzut oka wydaje się jak każdy inny, po spróbowaniu wiesz, że smak jest wybitny.
SKŁADNIKI:
1 litr jogurtu naturalnego (używam nadbużańskiego)
4 młode buraki
czosnek
1 i 1/2 łyżeczki garam masala
pół łyżeczki kminu
liść laurowy
kilka ziarenek ziela angielskiego
sól do smaku
łyżka octu balsamicznego
pieprz
PRZYGOTOWANIE:
Buraki zetrzeć na tarce wlać około 2 szklanek wody, dodać sól, liść laurowy i ziele angielskie, wcisnąć ząbek czosnku. Zagotować. Po 5 minutach wlać ocet, chwilkę pogotować. Zestawić i wystudzić. Na suchej patelni uprażyć garam masalę i kumin. Dodać do buraków. Wlać jogurt i wymieszać. Doprawić jeśli trzeba solą. Podawać z pieczonymi ziemniakami, jajkiem, rzodkiewką, posypać kolendrą.
czwartek, 18 lipca 2019
Mus czekoladowy z aquafaby
Ponieważ dziś robiłam hummus to skorzystałam i z wody z ciecierzycy zrobiłam popularny deser z aquafaby. Zrobiłam go pierwszy raz. No i szczerze mogę powiedzieć, że jest pyszny, lekki, nie obciąża - ponieważ ja po śmietance źle się czuję i unikam. Musy czekoladowe były nie dla mnie.
Aquafaba woda z gotowania strączków jest bogata w białko. Po ubiciu zachowuje się jak białko jaja. W 2012 roku francuski tenor Roessel zaobserwował, że woda z ciecierzycy ubija się na pianę. Potem kucharze wyspecjalizowani w kuchni wegańskiej przygotowali mus czekoladowy. Amerykański bloger Goose Wohl z cukru i aquafaby upiekł bezę. Ja marzę aby aquafaba doczekała się fajnej polskiej nazwy.
SKŁADNIKI:
woda ze słoiczka z ciecierzycy - 100 ml
gorzka czekolada dałam 1/2 opakowania
cukier puder 2 łyżeczki
owoce dowolne sezonowe
ciasteczka - kilka
suszona żurawina
czekoladowe kropelki
PRZYGOTOWANIE:
Gorzką czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Studzimy aż będzie zimna ale płynna. Zimną wodę z ciecierzycy ubijamy jak na bezę. Po ubiciu dodajemy po łyżeczce cukru pudru. Na koniec wlewamy pomału płynną czekoladę ciągle ubijając. Teraz dodajemy żurawinę i czekoladowe kropelki. Przelewamy na szklaneczek i dekorujemy.
środa, 17 lipca 2019
Żółta zupa pomidorowa
Latem kiedy pomidorów jest najwięcej i są o tej porze najlepsze ręce same mi idą do żółtych pomidorów. Nie wiem dlaczego tak robię. Co powoduje, że je wybieram? Zrobiłam z nich żółtą zupę pomidorową.
Składniki:
6 sztuk żółtych pomidorów
1 żółta papryka
cebula biała
oliwa z oliwek ( 1-2 łyżki)
łyżeczka soli i 1/2 łyżeczki kurkumy
pieprz
bazylia/pietruszka
garść żółtej soczewicy
Przygotowanie:
6 sztuk żółtych pomidorów
1 żółta papryka
cebula biała
oliwa z oliwek ( 1-2 łyżki)
łyżeczka soli i 1/2 łyżeczki kurkumy
pieprz
bazylia/pietruszka
garść żółtej soczewicy
Przygotowanie:
Pomidory sparzyć i zająć skórkę. Cebulę posiekać, paprykę pociąć na małe kawałki. W garnku w którym będzie gotować się zupa wlać oliwę i lekko podgrzać. Wrzucić cebulę, paprykę i pocięte pomidory. Dusić kilka minut. Pomidory puszczą dużo wody. Dodać sól i kurkumę. Przykryć i dusić chwilę. Można dodać szklankę wody. Wrzucić garść soczewicy i gotować do miękkości. Zmiksować. Podawać z ziołami, choć ja w niej widzę porcję białej ryby, może dorsza.
sobota, 13 lipca 2019
Malinowo kokosowy deser
Na deser, na śniadanie.
SKŁADNIKI:
garść malin
kilka truskawek
opakowanie mleczka kokosowego (250 ml)
2 listki namoczonej żelatyny i rozpuszczonej
lub 2 łyżeczki żelatyny w proszku namaczonej w małej ilości wody
PRZYGOTOWANIE:
Całość zblendowałam. Przelałam do naczyń i schłodziłam w lodówce.
Deser ma lekką strukturę. Lekko piankowatą. Przyjemną.
środa, 10 lipca 2019
Nocne drożdżowe racuchy z mąki gryczanej
Zawsze rano marzyły mi się racuchy na śniadanie. Ale ciasto wyrasta zbyt długo, a ja jestem zbyt głodna, żeby czekać. Nastawiłam więc ciasto wieczorem. Rano wyjęłam z lodówki. I od razu mogłam rano smażyć małe racuszki.
2 szklanki mąki gryczanej
szklanka mleka roślinnego lub zwykłego
łyżeczka cukru
pół łyżeczki suszonych drożdży
owoce, zioła i miód do polania
Drożdże rozpuścić w mleku z dodatkiem cukru. Mąkę przesypać do miski, wlać mleko z drożdżami. Wymieszać. Jeśli będzie za gęste dolać mleka. Ja nie dodałam jajek. Ale można wbić 1 lub 2.
Miskę przykryć folią i wstawić do lodówki na noc. Rano na średnim ogniu smażyć racuchy nakładając łyżką.
Przybrać ulubionymi owocami i polać miodem.
poniedziałek, 8 lipca 2019
Drink probiotyczny z Joy Day
Po probiotyki warto sięgać każdego dnia. Regulują pracę układu pokarmowego, wzmacniają układ odpornościowy, poprawiają szczelność jelit, mają działanie przeciwgrzybicze, przeciwbakteryjne i osłonowe.
Probiotyki znajdują się w kiszonej kapuście, zakwasie z buraków, kiszonych ogórkach, kwasie chlebowym, jogurtach i kefirach.
Kultury bakterii mają korzystny wspływ na nasze zdrowie.
W koncentratach Joy Day znajduje 10 związków aktywnych, wykazujących działanie bakterio, grzybo- i pleśniobójcze.
Koncentrat zawiera 500 ml preparatu probiotycznego.
Pije się go 3 razy dziennie po 10-15 ml. w rozcieńczeniu.
Mój drink probiotyczny to:
15 ml preparatu Joy Day
woda mineralna
plastry ogórka
plastry limonki
Probiotyk bardzo przypadł do gustu. Dobrze się po nim czuję.
Mimo, że w moim domu kupowane są jogurty to ja sama staram się ich unikać, bo mimo, że zawierają probiotyki to moje jelita nie czują się po nim dobrze.
Joy Day ma też różne smaki. Ja mam przyjemność próbować z miętą. Na początku myślałam, że nie będzie dobry dla mnie, mięta mnie " męczy", ale nie jest ona tak intensywna, praktycznie niewyczuwalna. Mnie napój przypomina w smaku rozcieńczone białe wino, ale nie zawiera alkoholu. W smaku jest lekko wytrawny. Mogą go spożywać także dzieci powyżej 3 roku życia, osoby z nietolerancją laktozy i na diecie bezglutenowej.
Skład:
zestaw żywych szczepów bakterii probiotycznych w postaci płynnej (min. 2x10*jtk/ml)
ekstrakt z fermentowanych roślin ziołowych (20%) - liście mięty, kwiaty czarnego bzu, kwiaty głogu, liście melisy,kwiaty lipy, ziele skrzypu, sok jabłkowy
Koktajl z czarną porzeczką i jedwabistym tofu
Koktajl przygotowałam z silken tofu i czarnych porzeczek. Jak może zauważyliście to już trzeci przepis z czarną porzeczką i kończymy jej zapasy własnie koktajlem z tofu jedwabistym. Jest pyszne i świetnie pasuje do koktajlu.
SKŁADNIKI
3/4 szklanki czarnej porzeczki
1 łyżka miodu
1 opakowanie silken tofu
SKŁADNIKI
3/4 szklanki czarnej porzeczki
1 łyżka miodu
1 opakowanie silken tofu
PRZYGOTOWANIE
Owoce podgrzać w garnku aż puszczą sok, dodać tofu, miód i zmiksować. Nalać do szklaneczek.
Owoce podgrzać w garnku aż puszczą sok, dodać tofu, miód i zmiksować. Nalać do szklaneczek.
niedziela, 7 lipca 2019
Kruche ciasto z owocami z lekkim kremem i bezą
To ciasto piekłam już wcześniej z jagodami, teraz upiekłam z czarną porzeczką. Uwielbiam ten przepis, bo jest uniwersalny i nadają się do niego każde owoce, które akurat są w sezonie. Poza sezonem można upiec go z jabłkami czy z gruszkami.
Ciasto składa się z trzech warstw: maślane kruche ciasto, na nim krem z żółtek wymieszany z bezą, w którym zatopione są owoce. Na wierzch włoska beza. Przyznam się, że mam do niej słabość.
Kruche ciasto:
250 g mąki tortowej orkiszowej
100 g zimnego masła
3 żółtka (L)
50 g cukru pudru trzcinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Krem z żółtek i bezy:
szklanka mleka
łyżka mąki
łyżka cukru trzcinowego jasnego
2 żółtka
2 białka + 2 łyżki cukru trzcinowego jasnego
400 g czarnej porzeczki lub innych owoców
Beza:
3 białka
125 g cukru
50 ml wody
Przygotowanie:
Wyłożyć papierem tortownicę i wysmarować tłuszczem.
Zagnieść ciasto ze składników na kruche ciasto najpierw przesiewając mąkę i dodając zimne pocięte w kostkę masło. Siekać, aż będzie konsystencji mokrego piasku. Dodać żółtka, cukier puder, proszek do pieczenia i zagnieść ciasto. Od razu wyłożyć nim dno tortownicy . Można schłodzić w lodówce, ale nie jest to konieczne.
Przygotować krem:
Wlać szklankę mleka do garnka, odlać z niego trochę mleka i rozprowadzić mąkę. Kiedy mleko będzie się podgrzewać u małym kubku ubić żółtka z cukrem. Do gotującego się mleka wlać rozmieszaną w mleku mąkę i mieszać trzepaczką aż zgęstnieje. Zdjąć z ognia i ciągle mieszając trzepaczką wlewać ubite żółtka. Postawić jeszcze raz na ogniu i mieszać chwilę do zagotowania. Powstały krem przykryć i wystudzić (można przyspieszyć studzenie, wkładając naczynie do garnka z zimną wodą). Kiedy krem się studzi nastawić piekarnik na 180 stopni i podpiec ciasto kruche (10 -15 minut). Nie powinno się zrumienić tylko lekko podpiec.
Ubić pianę z dwóch białek dodać 2 łyżki drobnego cukru pojedynczo. Do zimnego kremu z żółtek dodawać po łyżce bezy.
Wyjąc podpieczony spód, wylać krem z żółtek i bezy i rozłożyć równomiernie dowolne owoce. Zapiekać 30 minut.
Kiedy ciasto będzie już rumiane wyjąć i nałożyć bezę.
Wsypać do naczynia cukier i wlać wodę. Zacząć gotować syrop. Termometrem kuchennym sprawdzać temperaturę. Kiedy syrop osiągnie temperaturę ok. 160 stopni. Wlewać go stróżką do wcześnie ubitych białek.
Tak przygotowaną bezę włoską wyłożyć na ciasto. Bezę opalić palnikiem gazowym.
Można także przygotować zwykłą bezę i wyłożyć na ciasto i zapiec jeszcze 20 minut w piekarniku. Do bezy włoskiej dodałam puder z czarnej porzeczki Czary Mamy.
Ciasto składa się z trzech warstw: maślane kruche ciasto, na nim krem z żółtek wymieszany z bezą, w którym zatopione są owoce. Na wierzch włoska beza. Przyznam się, że mam do niej słabość.
Kruche ciasto:
250 g mąki tortowej orkiszowej
100 g zimnego masła
3 żółtka (L)
50 g cukru pudru trzcinowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Krem z żółtek i bezy:
szklanka mleka
łyżka mąki
łyżka cukru trzcinowego jasnego
2 żółtka
2 białka + 2 łyżki cukru trzcinowego jasnego
400 g czarnej porzeczki lub innych owoców
Beza:
3 białka
125 g cukru
50 ml wody
Przygotowanie:
Wyłożyć papierem tortownicę i wysmarować tłuszczem.
Zagnieść ciasto ze składników na kruche ciasto najpierw przesiewając mąkę i dodając zimne pocięte w kostkę masło. Siekać, aż będzie konsystencji mokrego piasku. Dodać żółtka, cukier puder, proszek do pieczenia i zagnieść ciasto. Od razu wyłożyć nim dno tortownicy . Można schłodzić w lodówce, ale nie jest to konieczne.
Przygotować krem:
Wlać szklankę mleka do garnka, odlać z niego trochę mleka i rozprowadzić mąkę. Kiedy mleko będzie się podgrzewać u małym kubku ubić żółtka z cukrem. Do gotującego się mleka wlać rozmieszaną w mleku mąkę i mieszać trzepaczką aż zgęstnieje. Zdjąć z ognia i ciągle mieszając trzepaczką wlewać ubite żółtka. Postawić jeszcze raz na ogniu i mieszać chwilę do zagotowania. Powstały krem przykryć i wystudzić (można przyspieszyć studzenie, wkładając naczynie do garnka z zimną wodą). Kiedy krem się studzi nastawić piekarnik na 180 stopni i podpiec ciasto kruche (10 -15 minut). Nie powinno się zrumienić tylko lekko podpiec.
Ubić pianę z dwóch białek dodać 2 łyżki drobnego cukru pojedynczo. Do zimnego kremu z żółtek dodawać po łyżce bezy.
Wyjąc podpieczony spód, wylać krem z żółtek i bezy i rozłożyć równomiernie dowolne owoce. Zapiekać 30 minut.
Kiedy ciasto będzie już rumiane wyjąć i nałożyć bezę.
Wsypać do naczynia cukier i wlać wodę. Zacząć gotować syrop. Termometrem kuchennym sprawdzać temperaturę. Kiedy syrop osiągnie temperaturę ok. 160 stopni. Wlewać go stróżką do wcześnie ubitych białek.
Tak przygotowaną bezę włoską wyłożyć na ciasto. Bezę opalić palnikiem gazowym.
Można także przygotować zwykłą bezę i wyłożyć na ciasto i zapiec jeszcze 20 minut w piekarniku. Do bezy włoskiej dodałam puder z czarnej porzeczki Czary Mamy.
sobota, 6 lipca 2019
Apulia najpiękniejsze miejsca
Fot. Bari
Apulia włoski region na obcasie. Miejsce które wato poznać. Apulia to: morze, stare oliwne drzewa, winnice, farmy, kościoły, domy trulli, piękne małe kremowo-białe miasteczka, porty, niebieskie łódki rybaków,wąskie uliczki i ludzie. Przyjaźni i pomocni. My wybraliśmy się w maju, pogoda była już piękna a turystów umiarkowana ilość.
Do Bari możemy polecieć tanimi liniami. Jedna z nich oferuje bardzo wygodne godziny wylotu i powrotu. Dla nas to ważne bo nie lubimy zarywać dnia po nieprzespanej nocy.
Podczas rezerwacji lotu można od razu wynająć samochód. Koszt na 7 dni samochodu segmentu B lub B+, czyli takiego Renault Clio czy Fiat Punto to około 200 złotych plus ubezpieczenie i paliwo. Pełne ubezpieczenie kosztuje dodatkowo ok. 200 PLN, ale w zamian mamy spokojną głowę. Warto przeczytać w warunkach wynajmu jaką mamy ochronę z i bez ubezpieczenia.
Wynajęliśmy mieszkanie z tarasem blisko centrum przez popularną stronę rezerwacyjną.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy w Bari to dziwne porcelanowe figurki w różnych kolorach. Byłam bardzo ich ciekawa. Można zobaczyć je wmurowane w gzyms budynków lub ustawione na balkonach.
Figurka nazywa się "PUMO" - to typowy przedmiot związany z tradycją Apulii. Przedstawia pąk kwiatu, który właśnie ma zakwitnąć, otworzyć się. To coś nowego, co właśnie ma się narodzić. Uważany za obiekt przynoszący szczęście. Kolorowe, choć najczęściej jest biały, ciemnozielony lub w kolorze ochry. Zwykle darowany z życzeniami powodzenia przy okazji wkraczania na nową drogę życia lub przy przeprowadzce do nowego domu. Nierzadko traktowany po prostu jako ozdoba lub część kolekcji.
Fot. Bari
| Fot. Mercato w Bari |
Te zdjęcia mapy przedstawiają miejsca, które odwiedziliśmy.
Podróż do większości zaznaczonych punktów na mapie odbyliśmy samochodem. Bardzo wygodny dojazd drogami szybkiego ruchu. W podróż wybraliśmy się pod koniec maja co pozwoliło, jak nam się wydaje, uniknąć upału i co najważniejsze tłoku wakacyjnego zarówno na drogach jak i w zwiedzanych miejscach. Wszystkich punktów zaznaczonych na mapie nie da się oczywiście zobaczyć na raz. Podróż rozłożyliśmy na kilka dni, za każdym razem wyruszając z Bari. I tak pierwszego dnia pojechaliśmy na południe wzdłuż wybrzeża Polignano-Monopoli-Locorotondo-Alberobello. Następnego dnia zobaczyliśmy Gravinę, Materę i Altamurę. Kolejny dzień to trasa wzdłuż wybrzeża na północ: Bisceglie-Trani-Giovinazzo.
Z Bari do tych najdalszych punktów na południu: Taranto, Lece-Gallipoli-Otranto, czy też na północy do półwyspu Gargano jest dość daleko. I w pierwszym i drugim przypadku to ok 190 km. Wydaje się, że w trakcie wyprawy do tamtych miejsc, lepszym rozwiązaniem może być rezerwacja noclegów na choćby jeden dzień, aby pobyć tam dłużej.
For. Polignano a Mare
Miasteczko Poligniano a Mare jest oblegane przez turystów. I nie ma się co dziwić. Już na samym początku most Lama Monachile i plaża, do której wiodą schody biegnące właśnie pod nim. Plaża, choć nie jest szeroka, przyciąga turystów pięknym widokiem na morze wyłaniające się z pomiędzy ostro w górę wyrastających skał. Skały tego wąwozu to tylko zapowiedź stromych skał, na których wisi całe miasto. I to właśnie starówka, znajdująca się zaraz obok mostu, zachwyca widokami z placyków, podwórek i tarasów wychodzących nad urwiska. Nie bez przyczyny tu właśnie odbywają się jedne z zawodów cyklu Cliff Diving firmowane przez Red Bull. Wąskie uliczki, kościoły wciśnięte w szeregi zabudowań i klimat włoskiego południa, typowy a jednak w każdym z miasteczek wyjątkowy. Miejsce warte odwiedzenia.
| Fot. Polignano |
Fot. Monopoli
Monopoli zachwyciło nas jako pierwsze. Stare rybackie miasteczko. Kremowo białe z niebieskimi łódeczkami. Z uliczkami wewnątrz wąskimi i placykami.
nazwa miasteczka pochodzi od greckiego „ monospolis, które oznacza wyjątkowe miasto.
Położone odległości 50 km od Bari.
Jest tam barokowa katedra wybudowana w XVIII wieku na ruinach romańskiego kościoła.
Bogate historyczne i artystyczne dziedzictwo miasta zachęca do jego zwiedzania.
W restauracyjkach zjemy typowe dla tego regionu pyszny makaron orecchiette.
Fot. Monopoli
Fot. Strada del Olive
Po drodze mijaliśmy stare gaje oliwne. Nie mogłam się napatrzeć na imponujące wielkością drzewa oliwne.
Fot. Locorotondo
Do Loccorotondo przyjechaliśmy na krótko, ponieważ w miasteczko ma piękną panoramę, a my chcieliśmy wejść i pochodzić między bielonymi budynkami ozdobionymi kolorową ceramiką. Nazwa miasteczka wywodzi się od rozmieszczenia budynków na planie okręgów.
Miasteczko znajduje się na liście najpiękniejszych miasteczek Włoch "Borghi piu belli d Italia”.
Jest sercem doliny Itria. Patrząc na miasteczko z oddali widzimy piękną białą koronę miasta na wzgórzu okoloną tarasowymi ogrodami.
Fot. Trulli
Wiele słyszałam o domach trulli. Byłam bardzo sceptyczna. Nie bardzo chciałam je zwiedzać. Widziałam je na fotografiach, w książkach i reportażach. Ale się myliłam. Warto je zobaczyć.
Już sam widok na nie jest niezwykły.
Domy są wybudowane z surowego kamienia z charakterystycznymi stożkowatymi dachami. Przez to dla mnie jest bajkowe. Miasto wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO od 1996 roku.
Fot. Domy trulli
Włoskie restauracje często opatrzone są wyróżnieniem Michalin.
Fot. Alberobello, trulli
Fot. Gravina
Tego miejsca raczej nie znajdziecie w przewodnikach. Raj dla archeologów. W Gravinie pod zamieszkałym obszarem znajduje się dobrze zachowany podziemny świat, z tunelami, piwnicami, kamiennymi kościołami, spichrzami, XVII-wiecznymi . W tym miejscu przechowywano żywność. Odkrywanie skalnej cywilizacji Graviny trwa nadal. Z tego miejsca najlepiej pojechać do Matery oddalonej o 25 km.
Fot. Matera
To miasto robi wrażenie.
Panoramę Matery można zobaczyć od drugiej strony wąwozu rozciągającego się wzdłuż zbocza na którym wykute jest miasto. Dla chcących zrobić piękne zdjęcia lepiej wybrać się tu przed południem. W popołudniowym świetle - choć miasto nadal jest piękne- zdjęcia już nie są tak ładne. Budynki są w cieniu.
Można wjechać do niego, samochód zostawić na miejskim parkingu i zwiedzać na piechtę, ponieważ wjazd do części historycznej jest niemożliwy.
Matera leży w regionie Basilicata, 65 km od Bari.
Należy do najstarszych miast świata.
Mieszkali tu Grecy, Rzymianie, Longobardzi, Saraceni, Turcy i Normanowie.
Usytuowana nad głębokim wąwozem - robi niesamowite wrażenie.
W wapiennych skałach wykute są domy - jaskinie. W tych odrestaurowanych znajdują się hotele, puby, restauracje, część z nich jest ponownie zamieszkała.
Fot. Altamura
Do Altamury przyjechaliśmy po przeczytaniu relacji na kilku blogach. Czy warto?
Moim zdaniem NIE.
Na szczęście znaleźliśmy w nim starą piekarnię, która od setek lat wypieka bochenki chleba w kształcie serca w piecu opalanym drewnem. Na miejscu można usiąść zjeść i napić się. Kupić chleb oraz ręcznie robione ciasteczka z masy migdałowej. Ciasteczka kosztują 10 euro.
Fot. Chleb z Altamury
Fot. Nasz własny chleb z semoliny
Chleb ma tak niezapomniany smak, że po przyjeździe do domu bardzo chcieliśmy upiec choćby taki przypominający ten z Altamury. I udało się. Za trzecim razem wyszedł taki jaki chcieliśmy. Obejrzeliśmy wiele filmików na Youtube. Były bardzo pomocne. Ważne też, że udało nam się przywieść lokalne drożdże: lievito madre czyli w sumie dzikie drożdże macierzyste w odróżnieniu od drożdży piwnych. Są one wynikiem spontanicznej fermentacji ciasta z wodą, co pozwala uzyskać dużo lepszy smak pieczywa. Te które przywieźliśmy były w formie suchej, ale takie macierzyste w formie mokrej są trudniejsze w używaniu ponieważ tak jak zakwas na chleb żytni trzeba je regularnie dokarmiać.
Jak zrobiliśmy nasz bochenek:
500 gram semoliny
300 ml wody
8 gram cukru
15 gram soli
35 gram drożdży macierzystych
Drożdże rozprowadzić w 300g wody, dodać sól i cukier. Dodać semolinę i wyrobić ciasto. Ręcznie zajmie to ok 10 min do wytworzenia się gładkiego sprężystego ciasta. Odstawić na około 2 godziny do podwojenia objętości. Po tym czasie wyrobić jeszcze raz ( tzw. przebijanie), uformować pożądany kształt i odstawić do wyrośnięcia na ok 45 min. Kształt serca uzyskuje się składając podłużny placek na trzy, dwie trzecie na pól a pozostałą cześć na nie, podobnie do składania kartki listu przed włożeniem do koperty. Piec ok 30 minut w 230℃.
Fot. Bisceglie
Kiedy przyjechaliśmy do Bisceglie było wczesne popołudnie. Usiedliśmy w restauracji i poczuliśmy, że moglibyśmy tu zostać i się nie ruszać.
Małe, urocze miasteczko. Cudna myzyka pozwoliła nam się zrelaksować. mały port z zacumowanymi łódkami lokalnych rybaków, kilka małych restauracji ze stolikami na zewnątrz i cudowny zapach przygotowywanych posiłków. Raczej lokalni klienci.
Fot. Trani
Trani nazywane jest perłą Adriatyku.W okolicach wydobywany jest marmur. Punktem centralnym jest Katedra położona nad samym morzem. Można z niej oglądać Trani. Wejście to koszt 5€.
Fot. Trani
Fot. Giovinazzo
Kierując się na północ od Bari, jadąc wzdłuż wybrzeża Adriatyku co i rusz położone są cudne miasteczka. Nie sposób ich ominąć. Są takie, że chciałyby się wynająć hotel i spędzić urlop.
Fot. Ostuni
Ostatnim miejscem, które zwiedzaliśmy było malownicze Ostuni.
Jadąc od strony Bari na wzgórzu widzi się piękne białe miasto. Zanim wjedzie się do Ostuni znów jedziemy pomiędzy gajami starych drzew oliwnych.
Blisko starego miasta jest bardzo wygodny parking. Nie wiem czy w sezonie jest problem z miejscami ale w trakcie naszego pobytu w maju był w połowie pusty. Opłaty dokonuje się w parkomatach na godziny. Na parkingu można też wynająć autoriksze (takie np jak Piaggio Ape Calessino). Kierowca obwozi po mieście i często opowiada o ciekawych miejscach. Po starówce najlepiej jednak poruszać się pieszo. Spora ilość uliczek, szerszych i takich bardzo wąskich, wiele zakamarków i podwórek. W niektórych miejscach dość strome podejścia. Warto tu się zgubić w gąszczu białych kamieniczek i uliczek udekorowanych roślinami. Chyba jak by nie iść i tak dotrzemy w końcu do szczytu z bazyliką wieńczącą wzgórze. Po drodze na najbardziej uczęszczanej trasie mijamy wiele sklepików oferujących lokalne produkty i suveniry czy po prostu lody i kawę. Jeśli chodzi o pamiątki to znajdziemy tu choćby pumo. My odwiedziliśmy sklep firmowy lokalnego producenta oliwy braci Baletta. Szeroka oferta smaków i możliwość degustacji na miejscu pozwala na zakup produktu zgodnego ze swoim gustem.
Jadąc od strony Bari na wzgórzu widzi się piękne białe miasto. Zanim wjedzie się do Ostuni znów jedziemy pomiędzy gajami starych drzew oliwnych.
Blisko starego miasta jest bardzo wygodny parking. Nie wiem czy w sezonie jest problem z miejscami ale w trakcie naszego pobytu w maju był w połowie pusty. Opłaty dokonuje się w parkomatach na godziny. Na parkingu można też wynająć autoriksze (takie np jak Piaggio Ape Calessino). Kierowca obwozi po mieście i często opowiada o ciekawych miejscach. Po starówce najlepiej jednak poruszać się pieszo. Spora ilość uliczek, szerszych i takich bardzo wąskich, wiele zakamarków i podwórek. W niektórych miejscach dość strome podejścia. Warto tu się zgubić w gąszczu białych kamieniczek i uliczek udekorowanych roślinami. Chyba jak by nie iść i tak dotrzemy w końcu do szczytu z bazyliką wieńczącą wzgórze. Po drodze na najbardziej uczęszczanej trasie mijamy wiele sklepików oferujących lokalne produkty i suveniry czy po prostu lody i kawę. Jeśli chodzi o pamiątki to znajdziemy tu choćby pumo. My odwiedziliśmy sklep firmowy lokalnego producenta oliwy braci Baletta. Szeroka oferta smaków i możliwość degustacji na miejscu pozwala na zakup produktu zgodnego ze swoim gustem.
Tak kończy się moja opowieść o Apulii.
Byłam w wielu regionach Włoch. Apulia jest moim Nr. 1, jest miejscem gdzie wróciłabym ponownie.
Będąc w Apulii nie sposób się nudzić. Można wypożyczyć rowery, zapisać się na wycieczki rowerowe ( cena zależy od ilości osób i dystansu oraz różnego poziomu zaawansowania rowerzysty i mieści się w granicach 100- 150 euro za osobę przy grupie liczącej 4 -10 osób.
Organizowane są też piesze wycieczki po farmach oliwnych i winnicach.
Jak dla mnie najfajniejszą atrakcją jest warsztat kulinarny z włoską gospodynią, która uczy gotować apulijskie potrawy. Cena to 80 eura min. 2 osoby. Do przygotowania jest foccacia, orecchiete z pomidotowym sosem, zuccini alla poverella, pancerotti, polpete e melanzane ripiene.
Dostępne są wycieczki żaglówkami lub katamaranem. Płynie się między Monopoli a Polignano a Mare. Trwa ok. 3,5 godziny z drinkami i przekąskami.
Znalazłam dobry opis wycieczek na https://www.comingpuglia.it/
Będąc w Apulii nie sposób się nudzić. Można wypożyczyć rowery, zapisać się na wycieczki rowerowe ( cena zależy od ilości osób i dystansu oraz różnego poziomu zaawansowania rowerzysty i mieści się w granicach 100- 150 euro za osobę przy grupie liczącej 4 -10 osób.
Organizowane są też piesze wycieczki po farmach oliwnych i winnicach.
Jak dla mnie najfajniejszą atrakcją jest warsztat kulinarny z włoską gospodynią, która uczy gotować apulijskie potrawy. Cena to 80 eura min. 2 osoby. Do przygotowania jest foccacia, orecchiete z pomidotowym sosem, zuccini alla poverella, pancerotti, polpete e melanzane ripiene.
Dostępne są wycieczki żaglówkami lub katamaranem. Płynie się między Monopoli a Polignano a Mare. Trwa ok. 3,5 godziny z drinkami i przekąskami.
Znalazłam dobry opis wycieczek na https://www.comingpuglia.it/
Subskrybuj:
Posty (Atom)





